Dooglądać do końca

Nowo u Almodóvara. Zamiast gamy emocji, intensywnych jak czerwień wypełniająca zazwyczaj kadry jego filmów, chirurgiczna precyzja. W miejsce domowych pomieszczeń, do których widz wdziera się jak nieproszony gość, dominujący chłód nowoczesnych, dużych przestrzeni. Bo w „Skórze, w której żyję” – najnowszym i, jak informują media, najbardziej dochodowym filmie w dorobku Almodóvara – nawet dzieła sztuki epatują chłodem. Czy są na nich rubensowskie kobiety, o szerokich udach i bujnych kształtach, czy współczesne eksperymenty formą – na tle białych ścian i wielkiego domu i jedne i drugie pozostają jednakowo chłodne.

Obco u Almodóvara. Wątki zdają się zbiegać zbyt szybko, prowadząc do rozwiązania, epatującego przesadą, bo trudno nie nazwać kiczem i tygrysa i następującego w przyśpieszonym tempie gwałtu. Ujawnienie tego, co zwykle u Almodóvara jest źródłem tragizmu, a więc skomplikowanych powiązań między postaciami, zamyka reakcję widza między „Co, już koniec?” a „To niemożliwe”. Ot czasem ktoś się wyłamie, ostentacyjnie wychodząc z sali kinowej.

A jednak dla każdego, kto choć trochę zna dzieła Almodovara, niemożliwe okazuje się takim rzeczywiście. Wystarczy podążyć za tokiem narracji, cofnąć się sześć lat wcześniej, by zrozumieć, że reżyser śmieje się sam z siebie i z przywołanych konwencji. Bo „Skóra, w której żyję” nie powiela ani jednego z gatunkowych schematów, chociaż przywołuje motywy charakterystyczne dla różnego rodzaju dreszczowców, motywy zarówno erotyczne, kryminalne, medyczne a wreszcie psychologiczne. Dzieło hiszpańskiego reżysera nie jest też współczesną wersją Frankensteina ani tym bardziej mitu wampirycznego. Do jednych i drugich filmowych konwencji reżyser odwołuje się w pełni świadomie. Kicz i przerysowanie nie przypadkiem królują w kadrze. Stąd już o krok do ich odrzucenia. Fabuła rozwija się w stronę zupełnie dla widza nieprzewidywalną. W stronę Almodóvara. Z każdą kolejną minutą przeszłość kładzie nowe światło na teraźniejszości, odbijając kolejne kadry jak w krzywym zwierciadle. Łączenie tych elementów układanki, to odkrywanie prawdziwych intencji doktora i tajemnicy kobiety z zamkniętego pokoju, kobiety, której nikt z służby nigdy nie widział. I zanim dojdziemy do punktu zero – momentu, w którym zbiega się teraźniejszość z przeszłością – nie tylko przez cały czas jesteśmy trzymani w napięciu, ale musimy przewartościować swoje myślenie na temat pierwszej części filmu. Odkrywamy nowe oblicza bohaterów, ginie gdzieś kiczowatość początkowych kadrów, nawet przerysowana scena gwałtu już nie śmieszy, stając się nie tylko częścią wątku zemsty, ale także ilustracją wypaczonego myślenia człowieka chorego psychicznie. W ten sposób „Skórze, w której żyję”, to jednocześnie świetny, nieszablonowy dreszczowiec i inteligenta zabawa z widzem. Nieprzewidywalna akcja, niesamowite napięcie, przywoływanie znanych konwencji i odrzucanie ich a także śmiech z samego siebie – mamy dreszczowiec jakiego jeszcze nie było. Oryginalnie u Almodóvara. Nowo u Almodóvara.

Jednak jest też problem z tym nowym Almodóvarem. „Skórze, w której żyję” , to film, w którym element zaskoczenia, to jednocześnie bardzo mocny i słaby punkt. Raz demaskując i bohaterów i przywołane konwencje reżyser bardzo wyraźnie domyka całość. Zazwyczaj w filmach Almodóvara coś się widzowi wymyka. Jakaś postać, jej motywy, przyczyny jakiegoś zdarzenia. Rozwiązanie niby jest, ale jakby nie do końca. Barwne postacie, żywe emocje, ich splątane ze sobą historie tworzą opowieść na wielu płaszczyznach, sprawiając, że po obejrzeniu jego filmów chce się do nich wracać i odkrywać na nowo. Brakuje tego w „Skórze, w której żyję”, choć trudno zaprzeczyć, że w przeciwieństwie do swojego bohatera, Almodóvar w swoim nowym, filmowym wcieleniu odnajduje się świetnie.

O AUTORCE
Dziennikarka i publicystka z Krakowa. Jako wolny strzelec publikowała w magazynie kultury popularnej Esensja, Dzienniku Teatralnym i Onecie. Obecnie współpracuje z wydawnictwem Solaris przy tworzeniu Encyklopedii Fantastyki a konkretniej redaguje hasła związane z wątkami mitologicznymi i legendarnymi, występującymi w kulturze popularnej. Zajmuje się także grafiką komputerową i pisaniem do szuflady. W swoim czasie pod pseudonimem pisywała opowiadania do Internetu. Przez sześć lat prowadziła forum literackie. Chociaż ceni media tradycyjne, przyszłość widzi w dziennikarstwie internetowym. Realizuje się szczególnie w recenzjach i esejach, w których dzieli się odkryciami z zakresu literatury i filmu. Szczególnie ceni sobie fantasy. Interesuje się też kulturoznawstwem, grafiką komputerową i nowymi mediami. Swego czasu założyła i zarządzała literackim forum internetowym. W pracy dziennikarskiej stara się łączyć wszystkie wspomniane dziedziny.