Barwy krwi

Bywa dobra i zła. Czysta i nieczysta. Może przynosić życie i śmierć. Jej trzy barwy mają różne sensy. Królewna z opowiadania Neila Gaimana „Szkło, śnieg i jabłka” jest obciążona każdą z nich, bo „usta ma czerwieńsze niż krew, skórę białą jak śnieżka”, a „włosy czarne jak węgle”. Antybaśń Gaimana osadzona jest jednak w tradycji nie tylko Grimmów, ale też mitów i obrzędów inicjacyjnych. Związek między nimi wyznacza krew. Czerwona jak usta Śnieżki, biała jak skóra i czarna jak włosy.

Inicjacja, to słowo-zaklęcie do odczytania baśni, to jednocześnie ślad po obrzędach przejścia praktykowanych wśród ludów pierwotnych. Kiedyś, w tak zwanych momentach granicznych, bo gdzieś pomiędzy życiem a śmiercią, dojrzewający do nowej roli w życiu człowiek musiał narodzić się na nowo, przechodząc przez szereg symbolicznych rytuałów. Od czasów, kiedy dorośli czytają dzieciom Grimmów, robią to za niego bohaterowie baśni. U Neila Gaimana inicjacyjna symbolika narodzin i śmierci zamyka się w jednym, kluczowym obrazie. Obrazie głęboko zakorzenionym w ludzkiej podświadomości i budzącym niepokój swoją wieloznacznością. Ów obraz wyjaśnia, o czym mówi baśń. Tłumaczy dojrzałość do życia w społeczeństwie i do życia z drugą osobą, dojrzałość do płci i do przyjęcia nowej roli. A każdy z etapów inicjacji naznaczony jest inną barwą krwi.

Intensywna czerwień zwiastuje narodziny Śnieżki. Trefny kolor. Zwłaszcza że krew związana z porodem od zawsze uważana była za nieczystą. Zwłaszcza kiedy to, co mogło nieść życie, powodowało śmierć. Jak u Grimmów i jak u Gaimana. Pobrzmiewają tutaj echa strachu starego jak ludzkość, który dawał o sobie znać w różnych kulturach na całym świecie. Przejawiał się w budowaniu domów porodu, w okresach odosobnienia młodych matek od reszty społeczności, czy w rytuałach oczyszczenia, a w efekcie zaowocował przekonaniem o nieczystości kobiety. Jednak Gaiman posuwa się dalej. Z ust królowej padają obciążające słowa – „Przychodząc na świat, zabiła matkę”. I nawet jeżeli jeszcze mamy wątpliwości, to piętno morderczyni przylega do Gaimanowskiej Śnieżki nieodwołalnie, w momencie, w którym doprowadza do śmierci króla. Pożywienie królewny również ma trefną barwę czerwieni, a picie krwi to nie tylko ślady przekonania, że powracający zmarli domagają się spiritus vitae, ale także obrzędów antropofagicznych. Te ostatnie były jednym z wielu sposobów, które miały uchronić zabójcę od fatum, jakie na siebie sprowadzał, przelewając krew drugiej osoby. Do innych praktyk służących temu celowi należało stawianie pomników zabitym, składanie w ofierze czy odprawianie obrządków pogrzebowych. Wszystkie dawały prawo do przelewania krwi, odróżniając taki czyn od morderstwa. U Gaimana znajdujemy wypaczony obraz tej tradycji, bo chociaż Śnieżka przejmuje siłę, duszę i w efekcie życie króla, to nie ma w tym nic uświęcającego jej czyn. Przeciwnie, jedno tabu zostaje naruszone za drugim. Blizny na ciele króla świadczą przeciwko Śnieżce, obciążając ją, poza ojcobójstwem, zbrodnią kazirodztwa. To ostatnie jest jedynie zasygnalizowane, bo inicjacja seksualna królewny tak naprawdę będzie miała miejsce dopiero w lesie, przy scenie z mnichem, kiedy Śnieżka osiągnie symboliczny wiek dwunastu lat. Wtedy też barwa krwi z czerwonej zamieni się w czarną.

Nic dobrego nie czeka na Mnicha w „Szkle, śniegu i jabłkach” – o ile czerwony kolor krwi zawiera w sobie jeszcze obietnicę życia, o tyle czarna krew oznacza nieczystość. Wierzono, że towarzyszy chorobom, wylewom i skrzepom oraz kobietom miesiączkującym. Wiązano ją też, co w świetle dominującego motywu inicjacji i przywoływanej sceny wydaje się mieć szczególne znaczenie, z pierwszym stosunkiem seksualnym. Bezpośredni kontakt z czarną krwią sprowadzał szaleństwo i choroby, szkodził plonom i mógł sprowadzić śmierć na wojownika idącego na wojnę albo polowanie. Zwieńczeniem tego przekonana były liczne rytuały poślubne, które podobnie jak w przypadku zabójstwa, miały przełamać prawo magii sympatycznej. By krew nie przyciągała krwi i nieszczęście nie spadło na mężczyznę, to przekładało się pierwszy stosunek, to kładło święty przedmiot między nowożeńców, a czasem nawet dziewictwa pozbawiał młodą dziewczynę nie mąż, ale nieznajomy, gość bądź nawet tłum. Jednak status przypadkowego przechodnia nie uratuje mnicha z opowiadania Neila Gaimana. Przyczyną jego śmierci staje się nie tylko wypicie krwi, ale przede wszystkim kontakt z krwią nieczystą.

Została jeszcze ostatnia barwa – biel. Analogia między bielą a krwią sięga przekonania, że płyny wydostające się z ludzkiego ciała to jej kolejne wcielenia. Zalicza się do nich także męskie nasienie. Najpełniejszy wyraz tego dawnego wierzenia znajdujemy w kolejnej scenie aktu seksualnego. O ile jednak zarówno król, jak i mnich, byli ofiarami Śnieżki, Książę staje się jej partnerem. Związek seksu i krwi zostaje w tym wypadku nadbudowany analogiczną parą, jaką są miłość i śmierć. Jednak w „Szkle, śniegu i jabłkach” miłość ta jest potwornie wynaturzona, co podkreślają potrzeby Księcia. Nie ma w tym uczuciu nic baśniowego i nic wzniosłego. Ponadto nekrofilia, od dziewiętnastego wieku w nazewnictwie utożsamiana z wampiryzmem, w rzeczywistości stanowi jego inwersję. Książę i Śnieżka idealnie się uzupełniają. Powoli też zbliżamy się do kresu opowieści. W końcu Śnieżka, z Księciem u boku, jest już gotowa na przyjęcie nowej roli społecznej. Roli królowej.

Król. Ten baśniowy archetyp sprawiedliwości wyrósł na gruncie archaicznych wierzeń. Opierały się one na przekonaniu, że lud rozpoznaje się w swoim przywódcy. Ten ostatni z kolei był uosobieniem społeczeństwa. Ta podwójna zależność sprawiła, że to na władcy spoczywało brzemię przelanej krwi. Wyrażało się ono w prawie do wydawania wyroków śmierci. Zaowocowało też bardziej rozwiniętą formą rytuału, który z każdego, kto zabijał w imię króla, zdejmował piętno mordercy. A jednak dłonie Śnieżki są mokre od krwi. Najdobitniej świadczy przeciwko nowej królowej śmierć macochy, ponieważ prawda odchodzi wraz ze skazaną. W ten sposób w finalnej scenie spotykają się dwa wątki, poprowadzone z dwóch różnych punktów widzenia – opowieść Śnieżki (Grimmowie) i Macochy (Gaiman). Ta ostatnia raz zrehabilitowana na powrót staje się złą wiedźmą, która prześladowała pasierbicę. Historia zatacza krąg i tam, gdzie skończyła się „baśń” Gaimana, zaczyna się baśń Grimmów. „Pewnego razu, podczas srogiej zimy…” – mogłaby rozpocząć swoją historię Śnieżka, po tym jak macocha spłonęła w piecu. Stosując tego rodzaju zabieg literacki, Neil Gaiman nie tylko podjął ciekawą korespondencję z oryginałem, ale podkreślił fałsz Śnieżki, który ostatecznie ją kompromituje, tym razem jako władczynię. Króluje kłamstwo.

Przywołane przeze mnie sceny, naznaczone trzema różnymi barwami krwi, to jednocześnie kolejne etapy inicjacji. Dają się one wyraźnie odczytać w „Szkle, śniegu i jabłkach”. Narodziny, symboliczna śmierć i powrót do życia odpowiadają określonym obrazom, najczęściej, choć nie zawsze, powiązanym ze stosunkiem seksualnym. Taka koncepcja znajduje swoje szczególne uzasadnienie w tym, że bohaterką powieści, zarówno u Grimmów, jak i Neila Gaimana, jest młoda dziewczyna wchodząca w okres dojrzałości. Jednak narodziny przekraczają tabu kazirodztwa i ojcobójstwa, śmierć łączy się ze stosunkiem seksualnym, a przebudzenie do nowego życia zapewnia nie królewski pocałunek, ale nekrofilia. Te wypaczone uczucia ilustruje symbolika krwi, dobrana tak, żeby sięgać do archetypicznych wzorców i jednocześnie przełamywać je. Neil Gaiman pokazuje tylko te znaczenia, które już w mitach i wierzeniach ludów pierwotnych całego świata związane były ze śmiercią. Dzięki takiej stylistyce opowiadanie bazuje na podświadomym lęku, a nagromadzenie motywów dewiacji w tak krótkim tekście znajduje swoje pełne uzasadnienie, wzmacniając siłę przekazu.

Z kolei nawiązania do mitu wampirycznego wzbogacają plastykę przekazu, do szeregu baśniowych symboli, dodając ten, który ukształtował się współcześnie. Wspomniałam już o rytuałach antropofagicznych, które tłumaczą picie krwi. Ponieważ pozwalała ona przejąć siły i była utożsamiana z życiem, łaknęli jej także zmarli. Stąd blisko już do wampira. Ćwiartowanie i palenie ciała nie bez przyczyny było jednym z ludowych sposobów na powracających zmarłych. To, co powinna była zrobić macocha, gdyby, jak twierdzi, była mądrzejsza, znajduje swoje uzasadnienie w przekonaniu o oczyszczającej mocy ognia. Ćwiartowanie i palenie ciała nosi więc w sobie znamiona rytuału. A ten, jak wiadomo, z zabójstwa wroga czyni ofiarę. Idąc dalej tropem wampira, docieramy aż do sypialni królowej. Zawieszone nad jej łóżkiem główki czosnku nie pozostawiają wątpliwości. Roślina ta, na mocy powiązania z cyklem księżycowym i czasem naturalnym, miała odwracać fazy księżyca. Założenie to opierało się na prostej analogii – czosnek rośnie, gdy księżyc się zmniejsza i przestaje rosnąć, gdy się powiększa. Ponieważ wampir, jako zwierzę nocne, pozostawał pod wypływem księżyca, opisany sposób powodował rozkład jego ciała. Nie przypadkiem zresztą, to noc była porą nieczystą. Przekonanie, że księżyc jest odbiciem natury kobiecej, a dokładniej comiesięcznego krwawienia, sprawiał, że właśnie noc była najlepszym czasem na rzeczy niezgodne z naturą, czasem idealnym dla powracających zmarłych. Ta, którą później nazwali wiedźmą, nosiła w sobie ludową mądrość i kiedy powiesiła główki czosnku nad łóżkiem, i kiedy odprawiała krwawy rytuał. I chociaż wyrwanie serca Śnieżce nie okazało się skuteczne, to i tutaj przychodzą w odsiecz dawne wierzenia. Utożsamiały one to, co metafizyczne, i to, co fizyczne, a także to, co materialne, z tym, co niematerialne. Tak różne dla nas kategorie, dla ludów prymitywnych pozostawały ze sobą w ścisłym stosunku i współistniały na jednym poziomie. Dlatego krew stała się symbolem życia i została utożsamiona z duszą. Ta ostatnia zaś mieściła się nie gdzie indziej, ale bardzo często właśnie w sercu.

Odnajdziemy więc u Neila Gaimana całe bogactwo odniesień, a jednak w trakcie opowieści ani razu nie pada słowo „wampir”. Sam jego obraz wystarczy, żeby wywołać odpowiednie skojarzenie. Urasta tutaj do rangi symbolu, zajmując miejsce obok symboli baśniowych. Jedne i drugie nakładają się na siebie i w efekcie tego otrzymujemy baśń utrzymaną w duchu postmodernizmu. „Baśń”, gdzie nie żyli długo ani tym bardziej szczęśliwie. „Baśń” pełną ponurych odniesień, bohaterów naznaczonych piętnem dewiacji, postaci o dłoniach splamionych krwią, która nie została pomszczona. „Baśń” ze złym zakończeniem. Antybaśń.

Esej pierwotnie ukazał się w internetowym magazynie kultury popularnej ESENSJA.

O AUTORCE
Dziennikarka i publicystka z Krakowa. Jako wolny strzelec publikowała w magazynie kultury popularnej Esensja, Dzienniku Teatralnym i Onecie. Obecnie współpracuje z wydawnictwem Solaris przy tworzeniu Encyklopedii Fantastyki a konkretniej redaguje hasła związane z wątkami mitologicznymi i legendarnymi, występującymi w kulturze popularnej. Zajmuje się także grafiką komputerową i pisaniem do szuflady. W swoim czasie pod pseudonimem pisywała opowiadania do Internetu. Przez sześć lat prowadziła forum literackie. Chociaż ceni media tradycyjne, przyszłość widzi w dziennikarstwie internetowym. Realizuje się szczególnie w recenzjach i esejach, w których dzieli się odkryciami z zakresu literatury i filmu. Szczególnie ceni sobie fantasy. Interesuje się też kulturoznawstwem, grafiką komputerową i nowymi mediami. Swego czasu założyła i zarządzała literackim forum internetowym. W pracy dziennikarskiej stara się łączyć wszystkie wspomniane dziedziny.