Dialog na trzy głosy

„Jest tylko cienka czerwona linia między rozsądkiem a szaleństwem”
Stare powiedzenie ze Środkowego Zachodu

Jedna rodzina. Trzy osoby, trzy skrajnie różne charaktery, trzy odrębne światy. Każda z osobowości dobitnie zaznaczona na scenie. Ona – Ritter, siostra młodsza – zgorzkniała i ironiczna, najczęściej siedzi w fotelu czytając gazetę albo przechadza się w rudej peruce od czasu do czasu zaciągając się papierosem. Ona – Dene, siostra starsza – wiecznie zabiegana między kuchnią a pokojem, wiecznie z talerzami w dłoniach. On – Ludwik, ich brat ­– ogarnięty obsesją czystości, cytuje Schopenhauera i samego siebie. Między nimi wszystkimi dialog. Dialog na trzy głosy.

Niemal wszystko w spektaklu, wyreżyserowanym przez Krystiana Lupę i wystawionym na deskach Teatru Starego w Krakowie, wydaje się statyczne. Od bohaterów po przestrzeń i czas. Przeszłość zbiega się z teraźniejszością, z duża dozą prawdopodobieństwa można przewidzieć przyszłość. Między bohaterami nie może się wydarzyć już nic, co nie będzie powtórzeniem schematu. Charaktery tytułowego rodzeństwa przypominają ich wizerunki na portretach – można je zamknąć w ściśle określonych ramach. Czas na scenie zatrzymał się. Nie ma miejsca na rozwój wydarzeń. Dramat już nastąpił.

Ritter, Dene i Ludwik już znają przyczyny dramatu. W takiej sytuacji publiczności przypada rola nieproszonego gościa, zaglądającego przez okno do obcego domu. O tym niechlubnym statusie przypomina mu cienka, czerwona linia, oddzielająca scenę od widowni. Przed nami pokój. Gdzieś w willi w wiedeńskiej dzielnicy Döbling. W pokoju meble nieco staroświeckie, portrety rodzinne na obitych zieloną tapetą ścianach. Tego wieczoru padnie wiele słów, gdyż rodzeństwo kryje nie jedną tajemnicę. Aktorzy nieprzerwanie czarują monologami i dialogami, zwykłymi rozmowami o codziennych czynnościach, którym towarzyszy brzęk porcelany. Przyciągają uwagę ekspresjami pełnymi oskarżeń i wzajemnych wyrzutów. Wsłuchanie się w opowiadaną przez nich historię, zawiłą i gęstą od epizodów, czyni odbiór sztuki zadaniem szczególnie trudnym. Dzieje się tak z dwóch powodów. Jednym z nich jest znaczenie detali. Drugim źródło dramatu, który nie rozgrywa się bezpośrednio na oczach widza, ale wynika ze snutej opowieści. A w niej każdy głos, bez względu na to, czy przemawia chory psychicznie Ludwik, czy cyniczna Ritter, czy samotna Dene jest równoprawny wobec pozostałych. Słuchamy uważnie tego dialogu na trzy głosy, ponieważ kształtuje bohaterów i rzeczywistość. Zapamiętujemy kolejne szczegóły, bo to kto i o kim mówi, rzuca coraz to nowe światło na postacie i opowiadane przez nich historie. Naraz bohaterowie „pozornie statyczni” zamieniają się w pełne dramatyzmu charaktery. W sztuce „Rodzeństwo” nie ma jednej Ritter, jednej Dene czy jednego Ludwika. Jest Ritter widziana oczami Dene i oczami Ludwika i jeszcze jest taka jaką postrzega sama siebie. Do tak licznych punktów widzenia dochodzi jeszcze publiczność. A ta – intruz w czyjejś prywatnej przestrzeni – przygląda się rodzeństwu od różnych stron. Kiedy już ma dość danych rekonstruuje sobie dramat. Robię to ja i ty, i ten pan z trzeciego rzędu. My, widzowie-podglądacze, jak nikt inny rościmy sobie prawo do oceny.

Chory psychicznie Ludwik, zgorzkniała Ritter i przejęta bratem Dene. Każde z rodzeństwa ma swoją obsesję. Najwyraźniej rysują się te ludwikowe. Mania na punkcie czystości, która zdaje się bardziej dotyczyć otoczenia niż osoby Ludwika, sprawia, że z ofiary zamienia się w tyrana. Skupiony na sobie nie mniej niż Ritter wygłasza monologi a z małej książeczki czytuje swoje zapiski, upajając się własnymi słowami. Drwi ze swoich sióstr, z ich kariery aktorskiej. Siebie nazywa filozofem i jakby dla poparcia cytuje Schopenhauera. W jego szaleństwie, drwinie i cytatach uwidacznia się opozycja do świata, który nie przyznał mu doktoratu. Opozycja, która stawia go ponad innymi, pozwalając pogodzić się z przegranym życiem. Starsza siostra Ludwika, Dane, „gra ślepą”. Pod pozorami troski i wyrozumiałości okazywanej bratu kryje wynaturzone uczucie. Daje wyraz swojej obsesji przejąwszy rolę matki, jej zachowania a nawet sposób ubioru. Czasem to jednak nie wystarcza i wtedy porządkuje rzeczy brata i nosi jego ubrania. Cienka, czerwona linia wyznacza tabu, oddzielając troskę Dene od kazirodczego uczucia a gospodarność od fetyszu. „To ona jest chora, nie ty”, mówi o siostrze Ritter, ale Ludwik jej nie słucha. Ritter przygląda się rodzinnemu dramatowi z ironicznym dystansem. Skupiona na samej sobie, aż do egotyzmu, od czasu do czasu celnie komentuje sytuację, pojawiając się między bratem a siostrą z papierosem w dłoni, modnym ubraniu i rudą peruką na głowie. Lubi przyciągać uwagę. Grać we własnym domu.

Spektakl „Rodzeństwo” pokazuje obraz rodziny rozbitej na kilka światów. Po jednym takim świecie przypada na każdego jej członka. I światy te się nie spotykają. Ot czasem jeden zahaczy o drugi, ale tam, gdzie dominuje egotyzm, nie ma miejsca na zmiany. Dramaturgia w „Rodzeństwie” istnieje tylko z zewnątrz i tylko w stosunku do widza, dla którego, wraz z rozwijającą się opowieścią, zmieniają się punkty widzenia i sposób postrzegania zarówno postaci jak i rzeczywistości. Jednak tytułowi bohaterowie, po wszystkim, co zostało powiedziane, ponownie zasiądą do wspólnego posiłku. Przy nakryciu rozłożonym symetrycznie. Zupełnie tak samo jak od lat. Dwie siostry i brat. Rodzeństwo. Obraz znów jest statyczny. Opada kurtyna.

Recenzja ukazała się pierwotnie w internetowym magazynie DZIENNIKA TEATRALNEGO.

O AUTORCE
Dziennikarka i publicystka z Krakowa. Jako wolny strzelec publikowała w magazynie kultury popularnej Esensja, Dzienniku Teatralnym i Onecie. Obecnie współpracuje z wydawnictwem Solaris przy tworzeniu Encyklopedii Fantastyki a konkretniej redaguje hasła związane z wątkami mitologicznymi i legendarnymi, występującymi w kulturze popularnej. Zajmuje się także grafiką komputerową i pisaniem do szuflady. W swoim czasie pod pseudonimem pisywała opowiadania do Internetu. Przez sześć lat prowadziła forum literackie. Chociaż ceni media tradycyjne, przyszłość widzi w dziennikarstwie internetowym. Realizuje się szczególnie w recenzjach i esejach, w których dzieli się odkryciami z zakresu literatury i filmu. Szczególnie ceni sobie fantasy. Interesuje się też kulturoznawstwem, grafiką komputerową i nowymi mediami. Swego czasu założyła i zarządzała literackim forum internetowym. W pracy dziennikarskiej stara się łączyć wszystkie wspomniane dziedziny.