Śladami Markiza

Dwudziesty pierwszy wiek. Sala kinowa. Rozgrywający się na ekranie dramat stawia Antychrysta w miejsce Boga, Raj zastępuje destrukcyjną i okrutną Naturą, ludzką potrzebę posiadania partnera szukaniem ofiary. Na oczach widza, w samym sercu Edenu, dokonuje się ostateczna tragedia jednostki. Film „Antychryst”, wyreżyserowany przez Larsa von Triera, jest tak bardzo obrazoburczy, że ludzie wychodzą w trakcie seansu.

Osiemnastowieczna Francja. Markiz De Sade na kartach swoich dzieł podważa istotę religii. Jednak ani natura ani społeczeństwo nie mają zastąpić powstałej w miejsce Boga ideowej pustki. Autor „Zbrodni miłości” odrzuca wszelkie światopoglądy, w oparciu o które wypracowane zostały normy ludzkiego postępowania. Otrzymujemy świat zdegenerowany, naznaczony obojętnością i potwornością. W takim świecie człowiekowi nie pozostaje nic innego jak poszukiwanie sensu, zwanego też Absolutem. Odbywa się ono na drodze własnej przyjemności – jedynej, która pozostała tam, gdzie zawiodło wszystko inne. Jej najbardziej wyrazistą formą jest stosunek seksualny. Kreśląc obrazy perwersji i sadyzmu – marne karykatury w porównaniu do okrucieństw świata – Sade wyznacza swoim bohaterom los niemal egzystencjalny, bo na koniec zamiast Absolutu jest jedynie wypalenie.

Być może echa koncepcji osiemnastowiecznego pisarza nie przypadkiem pojawiają się w filmie Larsa von Triera. Przybierają zresztą bardzo konkretne formy. Nie tylko padające w „Antychryście” słowa, ale przede wszystkim zdjęcia nawiązują do Biblii. Główni bohaterowie, to kobieta i mężczyzna, a las do którego się udają zostaje nazwany Edenem. Z kolei jedna z przepięknych wizualnie i jednocześnie odpychających scen została powiązana z symboliką drzewa. Mowa tu o stosunku seksualnym na łonie natury, który uwieczniony został także na jednym z plakatów do filmu. Lars von Trier podzielił swoje dzieło na cztery części i nazwał je „Żalem”, „Niepokojem”, „Bólem” i „Rozpaczą”. Przejścia pomiędzy kolejnymi epizodami przypominają karty książki. Coraz wyraźniej widać, że reżyser podważa istotę księgi Genesis, zastępując jedne archetypiczne obrazy innymi, biblijną opowieść o Adamie i Ewie inną opowieścią. A tam, gdzie kod biblijny zostaje zakwestionowany, zmieniają się też prawa i zasady, zmienia się świat i natura człowieka. Stopniowo konkretyzuje się pytanie o Eden.

Aby poznać naturę człowieka Markiz de Sade przekroczył ciążące nad nią tabu. Przekracza je i Lars von Trier swoim „Antychrystem”. Nie przypadkiem film otwiera scena aktu seksualnego. Poetycka stylistyka, w jakiej została utrzymana, tylko wzmacnia przekaz. Podobną rolę pełni skontrastowanie tak sobie bliskich motywów miłości i śmierci. Jesteśmy już krok od tabu. Wyklęci, potworni, odrażający, mający na sumieniu grzechy, przy których kazirodztwo wydaje się najłagodniejszym – bohaterowie powieści Markiza przedstawiany byli w sytuacjach tak sadystycznych, że nawet po tak długim czasie, w wieku swobody seksualnej i w wieku wolności słowa, wciąż kontrowersyjni. Podobnie jak bohaterowie „Zbrodni Miłości”, tak i bohaterowie „Antychrysta”, zostają przedstawieni w sytuacji z góry ich kompromitującej. Wina ciąży jednak bardziej na kobiecie, wiążąc „zbrodnię” z macierzyństwem. Antypatia do bohaterki nasila się wraz z rozwojem akcji. Stosunek seksualny – z początku łudząco delikatny i piękny, potem staje się coraz brutalniejszy, by wreszcie na końcu odrzucić dosadnością, której domeną stanie się nie poetyckie piękno czarno-białych ujęć, lecz ból, krew i okrucieństwo. Zmienia się także sceneria. Z zamkniętych, oswojonym przez człowieka wnętrz, przenosimy się coraz częściej na łono natury, coraz bliżej samego serca Edenu. Niesamowite zdjęcia Antoniego Mantle podkreślają destrukcyjny charakter natury. Kadr wypełniają ujęcia rozkładających się, umierających czy nawet półmartwych zwierząt. Z nich wszystkich tylko tak dosadna, że aż przesadzona scena z lisem i patetyczne „Szerzy się chaos”, wywołuje śmiech zamiast niepokoju. Nie sposób zapomnieć przyprawiającego o dreszcz stukotu kasztanów o dach. Odgłosy natury pełnią funkcję ścieżki dźwiękowej i z każdą, kolejną minutą filmu zwiększają napięcie. Ziemia parzy, stwierdza Ona, a Las niepokoi nas jak nigdy.

W „Antychryście” natura i człowiek pozostają ze sobą w ścisłym związku. Gdy ta pierwsza ulega antropomorfizacji pojawia się zależność działająca w obie strony. Ten sam mechanizm, który nadaje przyrodzie cechy ludzkie każe człowiekowi stać się nośnikiem cech natury. Prawo magii sympatycznej spełnia się w tym wypadku wyjątkowo okrutne. To z jego powodu na górze piramidy, na obszarze nieświadomego, musi znaleźć się sadystyczna rozkosz – gratyfikacja za życie w zgodzie z zasadami Edenu. To z jego powodu Lars von Trier wkłada w usta swojej bohaterki nieprzypadkowe, jak się zdaje, słowa o tym, że natura kobiety, a tym samym natura człowieka, jest zła. „Zło” z kolei, rozumieć można tutaj jako termin przynależny religii, która jak wszelkie koncepcje próbuje zaprzeczać prawdzie o człowieku. De Sade twierdził, że nie mamy wielkiego wyboru. Wybieramy między byciem hipokrytą a byciem potworem. To drugie zawsze wiąże się z łamaniem norm społecznych, tej zgrabnie tkanej z pokolenia na pokolenie fikcji. Jednak kolejne zbrodnie ludzkości świadczą przeciwko naturze ludzkiej. I u Larsa von Triera znajdzie się taka fikcja, bo terapia psychologiczna zastosowana przez mężczyznę nie odnosi skutku, zostaje skompromitowana tym bardziej im mocniej obraca się przeciwko głównemu bohaterowi. Znajdzie się też dowód na człowieka. Ludobójstwo – nie pojedynczy eksces, ale cała historia, uwieczniona na średniowiecznych rycinach znalezionych w pracowni na strychu. Te grafiki to także odpowiednik ilustracji powieści De Sade. Reżyser nie szczędzi widzowi dosadnych detali i szczegółów, stosunek seksualny staje się odrzucający, a kobieta szuka ofiary nie partnera. W relacji między Nią a Nim nie ma piękna, które prowadzi do macierzyństwa. Jest okrucieństwo i potrzeba nieustannej zmiany, która zakłada destrukcyjną, nie prokreacyjną, aktywność. Być może Ona mówiąc o tym, że na Trzech Żebraków ktoś musi zginąć to właśnie miała na myśli. Historia nie kończy się szczęśliwie dla żadnego z bohaterów, a już zupełnie nie dla niego, bo w końcu i On uległ zbrodniczej, ludzkiej naturze. Ona umiera w bólu, jak kobiety z rycin umierały wiele wieków przed nią, On odchodzi z krwią na rękach. Trzech Żebraków otrzymuje wywieszczoną ofiarę.

Nie tylko końcówka, krwawa i epatująca okrucieństwem, sprawia, że mamy ochotę odwrócić wzrok, albo okrzyknąć Triera, tym kim ponad dwieście lat temu okrzyknęli Markiza De Sade. Jednak jakiekolwiek przewidywalna by nie była nasza reakcja i jakkolwiek przerysowane wydawałoby się zakończenie, finał „Antychrysta” broni się koncepcją. Koncepcja destrukcyjnej natury, dotykającej zarówno człowieka jak i otaczającego go świata, to jednak nie wszystko. To tylko punkt wyjścia dla reżysera „Antychrysta” , który posługując się taką a nie inną stylistyką do zobrazowania konkretnej idei, jednocześnie wyszedł poza tę ideę. Postać głównej bohaterki, to nie tylko charakter rodem z galerii potworów De Sade, to także ciekawe studium psychologiczne.

Nie ulega wątpliwości, że Ona stopniowo popada w psychozę. Świadczy o tym nie tyle uzależnienie od stosunków seksualnych i w efekcie bólu, ale myślenie magiczne. W filmie Larsa von Triera odnajdziemy liczne przykłady, które ilustrują sposób postrzegania świata przez bohaterkę. Chociażby obraz ziemi, która parzy, więc na stopach muszą pojawić się zaczerwienia. Bohaterka stwierdza ten fakt z taką oczywistością, że wyciągnięcie wniosku o autosugestii, pojęciu znanym także medycynie, staje się kolejnym dowodem przemawiającym za chorobą psychiczną. Nie z innego powodu, wiedziona podświadomym przekonaniem o naturze ludzi, zakłada dziecku buty na odwrót, głucha na jego płacz. Bohaterka piętnuje własne dziecko średniowiecznym znamieniem szatana i jest to coś więcej niż przemawiająca do wyobraźni widza symbolika. To sygnał, że już zanim doszło do „wypadku”, Ona zaczynała wariować. Przez cały film przeszłość i przyszłość rzucają cienie na początkową scenę, która później zostanie zacytowana raz jeszcze. Kiedy do obrazu psychozy dodamy koncepcję złowieszczej natury, tę ostatnią odczytać można jako efekt wyparcia ze świadomości prawdy. Natura człowieka tłumaczy przecież wszystko. Śmierć dziecka i potrzebę szukania nie partnera, lecz ofiary. Przede wszystkim jednak może tłumaczyć poczucie winy, stawiając na jej miejscu ideę. Logiczną i spójną. Musi taka być, by bohaterka mogła „przenieść” winę z własnej osoby na przedmiot, którego rolę w tym wypadku pełni abstrakcja.

Bliska korespondencja myślenia magicznego i psychologii w filmie Larsa von Triera, odwołuje się do tego, co nie do końca uświadomione i nie skonkretyzowane, a więc do podświadomości. Dzięki temu granica między obiema warstwami „Antychrysta” – tę dosłowną i tę symboliczną – jest niewyraźna. To te środki sprawiają, że napięcie w filmie nie zostaje rozładowane do końca. A jeżeli do tego bazowania na podświadomym lęku, braku jednoznacznej odpowiedzi oraz konieczności poszukania tej ostatniej na własną rękę, dodać użyte w filmie środki wyrazu, koncepcję destrukcyjnej natury i nieoczywiste zakończenie, „Antychryst” na długo jeszcze nie da nam spokoju.

O AUTORCE
Dziennikarka i publicystka z Krakowa. Jako wolny strzelec publikowała w magazynie kultury popularnej Esensja, Dzienniku Teatralnym i Onecie. Obecnie współpracuje z wydawnictwem Solaris przy tworzeniu Encyklopedii Fantastyki a konkretniej redaguje hasła związane z wątkami mitologicznymi i legendarnymi, występującymi w kulturze popularnej. Zajmuje się także grafiką komputerową i pisaniem do szuflady. W swoim czasie pod pseudonimem pisywała opowiadania do Internetu. Przez sześć lat prowadziła forum literackie. Chociaż ceni media tradycyjne, przyszłość widzi w dziennikarstwie internetowym. Realizuje się szczególnie w recenzjach i esejach, w których dzieli się odkryciami z zakresu literatury i filmu. Szczególnie ceni sobie fantasy. Interesuje się też kulturoznawstwem, grafiką komputerową i nowymi mediami. Swego czasu założyła i zarządzała literackim forum internetowym. W pracy dziennikarskiej stara się łączyć wszystkie wspomniane dziedziny.