Uchwyceni w naturze

Nazwał „Antychrysta” obłaskawieniem demonów, przywołując historię „Krzyku” Edwarda Muncha. Podobnie jak norweski malarz Lars von Trier postawił sobie za cel sportretowanie emocji a do ich zobrazowania wykorzystał ujęcia przyrody. Jego bohaterowie, na wzór postaci z dzieł Edwarda Muncha, ostatecznie ukazują oblicza zniekształcone i demoniczne. Film „Antychryst” jest krzykliwy. Czasem tak bardzo, że aż do kiczowatości.

Ekspresję obrazu duńskiego reżysera zapowiada symboliczny plakat, emocje niepokojący zwiastun. Jednak prolog filmu niespodziewanie zadziwia. Zapowiedź gubi się pod poetycką formą, zilustrowaną czarno-białymi ujęciami, gubi się pod podniosłym motywem muzycznym i wysublimowaną sceną stosunku seksualnego. Gubi się na tyle, że maskuje nawet obciążający kolor krwi. Nic bardziej mylnego. Z każdą kolejną sceną stopniowo rośnie intensywność braw, pojawia się kolor krwi, sceny stosunków seksualnych w swoim apogeum przywodzą na myśl dzieła Markiza de Sade i nie mają już w sobie nic z estetyki pierwszych kadrów, tak jak nie ma nic poetyckiego w epilogu, mimo iż stylistycznie nawiązuje do początku. Film Larsa von Triera przypomina palimpsest.

Zanikające gdzieś po drodze złudzenia, jedna warstwa obrazu wyzierająca spod innej, zakładają przemianę, a każda przemiana wymaga pewnego procesu. I właśnie dlatego kontrast między prologiem a finałem „Antychrysta” uważam za bardzo zwodniczy. „Antychryst” tylko pozornie wydawać się może filmem psychologicznym o kiczowatym, epatującym okrucieństwem i krwawym zakończeniu, rodem z amerykańskiego horroru. W rzeczywistości tytuł zapowiada tematykę do której reżyser dochodzi stopniowo, budując swoje dzieło na zasadzie palimpsestu. W filmie Larsa von Triera każdy obraz urasta do rangi symbolu i ściśle koresponduje z pierwszym planem. Natura jest więc nie tylko tłem, ale i ilustracją. Może też pełnić rolę autonomicznego bohatera, ponieważ posiada cechy antropomorficzne. Odsłania dramat człowieka, w nie mniejszym stopniu niż następstwo zdarzeń. W ten sposób zdjęcia w „Antychryście” uzupełniają warstwę narracyjną. Dzieło Duńczyka stopniowo zaczyna przybierać konkretny kształt.

Obraz Larsa von Triera to Eden. Reżyser wypacza i zniekształca go stopniowo. Osiąga to dzięki sugestywnym i robiącym wrażenie ujęciom rozkładających się zwierząt. Dużą rolę pełni także kontrast i złudzenie. Z kolei operowanie dźwiękiem w „Antychryście” sprawia, że odgłos spadający na dach kasztanów zamienia się w przerażający stukot. Z początku są to dość skromne efekty, za to bardzo działające na zmysły. Jednak obłęd stopniowo przybiera na sile. Pojawia się potworność, sadyzm i ohyda. Tam, gdzie powinna być miłość, rodzi się ludzka potrzeba szukania nie partnera, lecz ofiary. Tam, gdzie powinno być życie jest rozkład oraz dążenie do autodestrukcji. A tam, gdzie powinno być macierzyństwo, pojawia się śmierć. W ten sposób kobieta i mężczyzna, las i zamieszkujące go zwierzęta, drzewo oraz inne aluzje do Biblii stają się u Larsa von Triera wykładnikiem koncepcji destrukcyjnej natury. Również człowiek nie jest od niej wolny, mimo iż jego aspiracje do potworności są skromnym odbiciem tych, które mają miejsce w otaczającym świecie. Lars von Trier zastępuje obraz Edenu znanego z Księgi Genesis swoim. I w tym sensie „Antychryst” jest palimpsestem. Tymczasem korzeni przedstawionej przez reżysera koncepcji zła, drzemiącego zarówno w naturze jak w człowieku, należałoby szukać już w osiemnastowiecznej Francji. W dziełach wyklętego przez jemu współczesnych Markiza de Sade. Lars von Trier wypełnia de sadowskie idee znakomitą ilustracją, tym lepszą, że każde z ujęć, które pojawiło się w filmie, znajduje swoje uzasadnienie. Ponadto reżyser, odwołując się do jednej z najbardziej archetypicznych opowieści, zakwestionował także cały powstały na bazie Biblii światopogląd. Wszystko zdaje się zmierzać do tragedii.

I rzeczywiście. Zakończenie jest obciążone pesymizmem a czyny bohaterów nie uwalniają ich, podobnie jak terapia psychologiczna nie uwolniła od psychozy głównej bohaterki. Również widzowi reżyser nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Lars von Trier, to odwołując się do archetypicznych obrazów i do podświadomości, tworzy nie tylko niesamowity thriller, ale przede wszystkim podważa istotę religii i norm sankcjonowanych w społeczeństwie. W ich miejsce stawia ponurą prawdę o ludzkiej naturze. Freud umarł – stwierdza Ona i być może ma rację.

O AUTORCE
Dziennikarka i publicystka z Krakowa. Jako wolny strzelec publikowała w magazynie kultury popularnej Esensja, Dzienniku Teatralnym i Onecie. Obecnie współpracuje z wydawnictwem Solaris przy tworzeniu Encyklopedii Fantastyki a konkretniej redaguje hasła związane z wątkami mitologicznymi i legendarnymi, występującymi w kulturze popularnej. Zajmuje się także grafiką komputerową i pisaniem do szuflady. W swoim czasie pod pseudonimem pisywała opowiadania do Internetu. Przez sześć lat prowadziła forum literackie. Chociaż ceni media tradycyjne, przyszłość widzi w dziennikarstwie internetowym. Realizuje się szczególnie w recenzjach i esejach, w których dzieli się odkryciami z zakresu literatury i filmu. Szczególnie ceni sobie fantasy. Interesuje się też kulturoznawstwem, grafiką komputerową i nowymi mediami. Swego czasu założyła i zarządzała literackim forum internetowym. W pracy dziennikarskiej stara się łączyć wszystkie wspomniane dziedziny.

  • Marcin

    Tego szukałem:)

  • http://obyna3.pl Milena

    Oto chodziło. Gratuluje autorowi